Pokazywanie postów oznaczonych etykietą publicystyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą publicystyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Miało być dobrze, wyszło jak zwykle

Po tygodniu rządów partii wybranej w demokratycznych wyborach pomyślałam, że prawdziwe jest pewne polskie przysłowie. "Mądry Polak po szkodzie". Tak jak większość ubezpiecza dom dopiero po jakiejś powodzi czy innym kataklizmie, tak wyborcy dopiero po zaprzysiężeniu rządu zaczynają się zastanawiać nad słusznością swojego wyboru. Zastanawiam się w związku z tym nad jedną rzeczą.



piątek, 4 grudnia 2015

Karawana jedzie dalej, psy nie szczekają...? O niewoli wyboru

Są sprawy, które mnie ruszały, ruszają i będą ruszać. Taką sprawą jest między innymi odpowiedzialność (i jej brak). W moim życiu to przechodzi w jakąś dziwną skrajność, bo często biorę ją na siebie za coś, czego nie zrobiłam (choćby mentalnie biorę), ale wolę już to, niż wyrzekanie się jej. A chodzi mi głównie o jeden kontekst: wybory. Bo ciarki mnie przeszły, kiedy ostatnio usłyszałam, że temat wyborów nie dotyczy wszystkich, bo nie każdy głosuje. Choćby miałoby to oznaczać, że nie każdy ma jeszcze osiemnaście lat. Niestety, temat wyborów dotyczy nawet tych, których jeszcze nie ma na świecie.


czwartek, 14 maja 2015

Wszyscy, którzy głosu nie mają

Zatrwożyło mnie, kiedy wczoraj moja koleżanka z roku na swojej facebookowej tablicy umieściła post, który miał za zadanie zaprotestować przeciwko eksponowaniu swoich poglądów politycznych na łamach tegoż portalu. Czy w wolnym kraju ten temat obejmuje aż takie tabu?

Przy niedzielnym stole lepiej pomijać ten temat, nie ma co o nim wspominać przy piwie ze znajomymi. Tak się utarło. Teraz okazuje się, że polityka przeszkadza również użytkownikom Facebooka. Dla mnie jest to sygnał niepokojący, oznacza bowiem wprowadzenie autocenzury; Polacy i Polki sami nakładają sobie na usta kaganiec. Niewykluczone, że takie wyniki wyborów, jakie otrzymaliśmy, są pokłosiem takiego podejścia do tematu. Wszyscy zapomnieli, że warto rozmawiać. To wymiana zdań jest najbardziej rozwijająca, inspirująca i wnosząca do życia wewnętrznego.

Najbardziej smuci fakt, że odrzucają te rozmowy również kobiety, które ze względu na to, że stosunkowo niedawno nabyły prawa wyborcze, uzyskały więcej uprawnień społecznych, według mnie powinny być tym bardziej aktywne w tej sferze. Wydaje się, że nadal same siebie wtłaczają w role typowe dla płci pięknej: kosmetyki, piękno, zakupy... Jeśli kobiety same nie wyjdą z tego schematu, nie tak szybko się zmieni postrzeganie ich w świecie. Ale to tak na marginesie.

Błąd apolityczności popełniają przecież również mężczyźni. To nie zależy od płci. Umywanie rąk jest tak bardzo nieracjonalne. Uznawanie, że polityka nie dotyczy kogokolwiek jest błędem. Przecież to tam, na górze, ustala się rytm tego, jak ma wyglądać nasze państwo, którą ścieżkę wybierze Polska. Jeśli się człowiek tym nie interesuje, nie ma prawa narzekać. Tak, to bardzo stary postulat, bardzo utarte stwierdzenie. Dziś jest jednak tym bardziej aktualne, że do urn idzie mniej niż połowa Polaków. To dla mnie skandal, zważywszy na to, że stosunkowo niedawno odzyskaliśmy w pełni wolne wybory. Nie doceniamy tego? Co się dzieje?

Im więcej głosów za apolitycznością, tym mniej głosów za przyszłością. Zatrważające, że takie podejście mają właśnie młodzi. Młodzi, którzy kiedyś będą musieli przejąć pałeczkę. Boję się, jak to będzie wyglądało, jeśli pójdziemy tą drogą. Nie idźmy więc i myślmy. I dyskutujmy.

środa, 14 stycznia 2015

Górniku, nie jest mi żal

Kiedy patrzę na strajkujących górników, to serce mi się kraje i robi mi się bardzo przykro. Bynajmniej nie ze względu na tragedię samych protestujących. Szkoda mi narodu, który nadal utkwił w komunistycznej mentalności, funkcjonując w czasach (raczkującego) kapitalizmu

Gdy zakończył się protest lekarzy tylko czekałam, aż na fali tej ugody wypłyną kolejni skrzywdzeni domagający się swoich praw. Niewiele czasu upłynęło, a o swoje upomnieli się górnicy z podupadających, przeznaczonych do zamknięcia kopalń. Chodzą też słuchy o protestujących opiekunach osób niepełnosprawnych, którzy w stolicy pojawili się wraz ze swymi podopiecznymi.

Bardzo przykro patrzy się na naród z takim potencjałem (trzeba przyznać, że do wypatrzenia takiej okazji trzeba mieć choć odrobinę inteligencji: na jesieni wybory parlamentarne, premier Kopacz musi zachować pozytywny wizerunek, by wyborcy spojrzeli na PO przychylnym okiem przy urnach) nie potrafi spojrzeć dalej, niż na czubek własnego nosa. Patrzy na ten nos mimo logiki, mimo wszelkich zasad ekonomiki zarządzania przedsiębiorstwem.

Argument, jakoby zamknięcie kopalń (choć, na boga, nikt nie mówi, nawet sama premier, o zamykaniu, jedynie o restrukturyzacji) miało pogrzebać żywcem miasto, wydaje mi się niesamowicie absurdalny. Miasta miałyby szanse na normalny rozwój, nie rozwój podyktowany węglowym terrorem. Natknęłam się przy prasówce na apel samych mieszkańców (sic!) Bytomia, aby ta hegemonia się skończyła, Ślązacy, zwłaszcza młodzi, na pewno żądają postępu, nie duszenia się w oparach dawnego systemu. 

Ludzie, którzy wspierają utrzymywanie nierentownych kopalń, po prostu nie potrafią zmienić swojej postawy, tylko redukują wiecznie dysonans poznawczy, próbując wszystko przeinaczać na swoją modłę. A kiedyś i tak się zawiodą, bo węgiel, chcąc nie chcąc, jest energią nieodnawialną. Kiedyś się skończy i warto byłoby zadbać już teraz o to, by Śląsk się wtedy nie skończył.